- Nie zapomniałaś niczego? - spytała moja mama, kiedy taksówkarz wkładał moje walizki do bagażnika.
- Chyba nie, a jeśli nawet to, możesz to wysłać z resztą moich rzeczy. - mruknęłam.
- No tak. - uśmiechnęła się i mnie przytuliła. - Będę za tobą tęsknić.
- Ja za tobą też. - Nawet nie miała zamiaru pojechać, ze mną na lotnisko.
- Trzymaj się. - pomachała mi kiedy, wsiadałam do auta. Uśmiechnęłam się lekko, a kierowca odjechał.
Patrzyłam na budynki, które mijaliśmy. Nie płakałam, bo nie będę tęskniła za tym życiem, które miałam tutaj, ale i nie jestem szczęśliwa, że muszę się teraz mieszkać w Australii.
Proszę zapiąć pasy, zaraz będziemy lądować. Usłyszałam w głośnikach i posłusznie zrobiłam to co nam kazali. Nie mogłam wyjrzeć przez okno, ponieważ zasłoniła mi je dość duża kobieta. Westchnęłam i oparłam się o fotel. Po szczęśliwym lądowaniu wszyscy zaczęli bić brawa, wstawać i zabierać swoje podręczne bagaże. Zrobiłam to samo co oni, żeby nie wychodzić jako ostatnia z samolotu. Kiedy wszyscy już byli w budynku, szukałam tablicy z moim imieniem i nazwiskiem. Po długich i ciężkich przepychaniach, wreszcie ją znalazłam. Trzymał ją mój ojciec we własnej osobie i wow sam przyjechał po swoją niedawno przypomnianą sobie córką. Podeszłam do niego i się fałszywie uśmiechnęłam.
- Samantha nie poznałem Cię. - powiedział mój ukochany tatuś, kiedy mnie zobaczył.
- A ja ciebie od razu.
- Chodźmy po twoje walizki, a po drodze mi opowiesz o tym co robiłaś, kiedy...
- Kiedy nas zostawiłeś na cztery lata? - niegrzecznie mu przerwałam.
- Dokładnie.
Po odebraniu mojego bagażu, poszliśmy na parking i wsiedliśmy do samochodu. Całą drogę się nie odzywałam, ale mój ojciec nie skomentował tego. Kiedy zaparkował na podjeździe niewielkiego domu, szybko otworzyłam drzwi pasażera, żeby nie musieć siedzieć w tej ciszy, ani chwili dłużej. Spojrzałam na mój nowy dom, był większy od mojego poprzedniego. Powinnam się chyba cieszyć, ale tego nie robię.
- Zanim wejdziesz do domu, chcę Ci coś powiedzieć... - zaczął, ale ktoś mu przeszkodził.
- Henry szybko przyjechaliście. - Usłyszałam głos jakiejś kobiety i odwróciłam się w tamtym kierunku.
- Więc to jest moja... - znów zaczął mój ojciec, ale mu przerwałam.
- Żona.
- Tak. Chodź. - ciągnął za sobą moje walizki. Poszłam za nim.
- Elizabeth to Samantha moja córka, Samantho to Elizabeth moja żona.
- Witaj - uśmiechnęła się miło kobieta i wystawiła rękę, na którą się przez chwilę patrzyłam, a potem lekko i szybko uścisnęłam.
- Dzień dobry.
- Wejdźcie.
Weszliśmy do domu, był urządzony w kolorach beżu i bordo. Był ładny. Mężczyzna z kobietą zaczęli mnie po nim oprowadzać, na końcu pokazując mi pokój, który był koloru fioletowego. Mój ojciec, pamiętał mój ulubiony kolor, owacje dla niego. Po drodze widziałam też pokój mojego, młodszego, przyrodniego braciszka Tommy'ego, który jest u swojej cioci, czyli Elizabeth siostry. Henry zostawił walizki w pokoju i powiedział, że obiad będzie za godzinę, więc mam trochę czasu na rozpakowanie się. Pomieszczenie w którym będę najprawdopodobniej spędzać najwięcej czasu, było urządzone bardzo ładnie i skromnie, czyli tak jak lubiłam, ale mam zamiar zmienić tutaj parę rzeczy. Otworzyłam szafę i zaczęłam wieszać, oraz układać w niej moje ubrania. Po całkowitym rozpakowaniu się wsunęłam obie walizki pod łóżko, na które następnie się położyłam.
_____________
Witajcie. Jest to pierwszy rozdział Break Down :)
Jest krótki i nudny. Wiem. Jednak mam nadzieję, że wam się podoba.
Swoje opinie piszcie w komentarzach.
Przepraszam za wszystkie błędy.
Do następnego!
_____________
Witajcie. Jest to pierwszy rozdział Break Down :)
Jest krótki i nudny. Wiem. Jednak mam nadzieję, że wam się podoba.
Swoje opinie piszcie w komentarzach.
Przepraszam za wszystkie błędy.
Do następnego!